RSS
 

Ulubiona postać z bajki?

22 sty

Czasami możesz trafić na rozmowie kwalifikacyjnej na pytanie z gatunku “dziwnych”. Np. “Jaka jest pana ulubiona postać z bajki?”, “Gdyby była pani kolorem to jaki byłby to kolor?”, “Czy ogląda pan filmy pornograficzne?” itp.

Celem takiego pytania może być: 1) sprawdzenie czy się zestresujesz słysząc coś nietypowego i jak sobie z tym stresem poradzisz, 2) wprowadzenie Cię w konfuzję, aby pokazać, że to rekruter jest siłą dominującą w tej rozmowie i tym samym połechtanie sobie własnego ego przez rekrutera, 3) spowodowanie czegoś nietypowego w odróżnieniu od setki zadanych tego dnia “zwyczajnych” pytań różnym kandydatom, w ramach wprowadzenia odrobiny świeżości. Być może są jeszcze inne cele, ale z mojego punktu widzenia te będą najczęstsze.

Niezależnie od tego który z powyższych celów realizuje sobie właśnie rekruter – nie daj się zbić z tropu i odpowiedz zwyczajnie, tak jak czujesz, czy myślisz. To, co odpowiesz, nie ma większego znaczenia. Ważne, abyś był przygotowany na niespodziewane i umiał się w takiej sytuacji odnaleźć. Przykładowo: “Moją ulubioną postacią jest Profesor Baltazar Gąbka”. “Byłabym kolorem pomarańczowym”. “Tak, oglądam.” No i co – czy to coś oznacza? Czy którakolwiek z tych odpowiedzi może spowodować, że jesteś skreślony w tej rekrutacji? Nie. Po prostu pamiętaj o tym, że rekrutacja to gra. Na ruch rekrutera musisz odpowiedzieć swoim ruchem. Bądź więc gotowy na każdy ruch i nie daj się zaskoczyć! :)

 

Na rozmowie o dzieciach

13 sty

Tak jak obiecałam – dziś będzie o tym, czy na rozmowie kwalifikacyjnej mówić o swoich doświadczeniach z macierzyństwa w kontekście stanowiska.

Moja opinia jest taka, że na rozmowie nie poruszamy tematów osobistych. Dzieci i wszystko co z nimi związane należą do tematów osobistych. Poza tym opieka nad dzieckiem nie jest czymś wyróżniającym, rozejrzyj się wokół – ilu jest rodziców? I każdy z nich ma jakieś – trudniejsze lub łatwiejsze – doświadczenia z macierzyństwa. To, że jakiś czas temu zdecydowałaś się na to, że będziesz mamą lub tatą, jest Twoją prywatną sprawą. Wszystkie następstwa tej decyzji są również Twoją prywatną sprawą. Nie powinno to mieć nic wspólnego z Twoją pracą.

Widzę jedno odstępstwo od tej zasady – gdy stanowisko, o które się ubiegasz, wiąże się z kontaktami z dziećmi. Czyli przedszkole, opiekunka, itp. Wtedy faktycznie Twoje prywatne doświadczenia mogą mieć bezpośrednie przełożenie na pracę na takim stanowisku.

A w innych przypadkach? Sama pomyśl: czy to, że biegałaś po mieście w poszukiwaniu odpowiedniej kaszki, nawilżacza, czy innego gadżetu może przekonać pracodawcę, że będziesz dobrą asystentką, menedżerką, czy księgową? Przecież robiłaś to jako matka, dla swojego dziecka. To jest zupełnie inna wartość, niż praca. Fakt bycia znakomicie zorganizowaną mamą nie oznacza, że doskonale sprawdzisz się na jakimś stanowisku. Jeżeli Twoje dziecko było chorowite i biegałaś z nim po lekarzach i szpitalach, walcząc o dodatkowe badania – rozumiem, że to musiał być trudny czas i jesteś doświadczoną mamą. Pomoże Ci to, gdyby kolejne Twoje dziecko było również chorowite. Jednak jeżeli opowiesz o tym w czasie rozmowy kwalifikacyjnej – jest ogromna szansa na to, że zapamiętany zostanie tylko fakt chorowitego dziecka, a to zdecydowanie nie działa na Twoją korzyść.

Jeżeli nie masz żadnych lub prawie żadnych doświadczeń zawodowych, bo głównie zajmowałaś się dziećmi i uznasz, że doświadczenie bycia matką jest jedynym doświadczeniem, na którym możesz się oprzeć – spróbuj opisać istotne wg Ciebie doświadczenia na bardziej ogólnym poziomie, np. “Miałam w rodzinie przypadek chorej osoby, dla której musiałam robić to i tamto…” – taki zwrot wciąż jest prawdą, a nie kładzie od razu nacisku na to, że masz chorowite dziecko i nie tworzy wizji niekończących się zwolnień lekarskich.

Coraz więcej firm dostrzega, że bycie matką nie musi mieć negatywnego wpływu na jakość pracy i zaangażowanie kobiety, wręcz przeciwnie. I coraz więcej matek dostrzega, że w życiu są też inne obszary niż macierzyństwo i że ich rola w społeczeństwie nie kończy się na byciu matką. Jednak “coraz więcej” to nadal nie oznacza “wszystkie”, więc dla własnego komfortu zostaw swoje macierzyństwo dla siebie, a życie zawodowe, niech będzie związane z pracą, a nie z dziećmi.

 

Odchowane dzieci

11 sty

Jeden z moich czytelników napisał niedawno do mnie z pytaniem, czy warto, by jego żona wpisała w profilu zawodowym w swoim CV oraz w liście motywacyjnym informację, że ma już odchowane dzieci, czy też innymi słowy “ustabilizowaną sytuację rodzinną”. Dzieci chodzą do przedszkola, w razie czego zająć się nimi może babcia, a żona jest gotowa w pełni zająć się karierą zawodową.

Niewątpliwie taka sytuacja działa na korzyść kobiety. Jednocześnie jest to obszar życia prywatnego, nie zawodowego. Zatem w profilu zawodowym nie powinno być miejsca na pisanie o odchowanych dzieciach. Profil zawodowy ma określać kim jest dana osoba pod kątem zawodowym i jakie są jej najważniejsze zasoby zawodowe. Odchowane dzieci – przy całym szacunku dla trudów macierzyństwa – nie są zasobem zawodowym i umieszczenie informacji o nich w profilu zawodowym może wyglądać nieco infantylnie albo śmiesznie. Piszmy lepiej o naszym doświadczeniu, nastawieniu, najważniejszych atutach – bo nawet, gdy mamy niewiele doświadczenia, to bardziej profesjonalne będzie skoncentrowanie się na nim, niż informowanie o dzieciach.

A w następnym moim wpisie będzie o tym, czy na rozmowie kwalifikacyjnej mówić o doświadczeniach z macierzyństwa, zapraszam! :)

 
1 Comment

Posted in CV i LM

 

The best of 2011

30 gru

Mijający właśnie rok, pomimo kilku żenad i trudnych momentów, uważam za udany. A nawet za bardzo udany. Jestem z siebie dumna, bo ciężko pracowałam i było warto.

A oto co uważam za najważniejsze dla mnie wydarzenia roku 2011:

* Niekwestionowanym hitem tego roku jest ukazanie się na rynku dwóch książek mojego autorstwa: “Kariera pod kontrolą” oraz “Kariera na wysokich obcasach”. Obie książki zostały wydane przez wydawnictwo Onepress. Rok temu nieśmiało myślałam, że może uda mi się napisać jedną, ale nie sądziłam, że wydam aż dwie w ciągu jednego roku. Kosztowało mnie to dużo nerwów, stresu, pracy, ale jestem z siebie niezwykle dumna, gdyż napisanie książki nie jest czymś, co ludzie robią na co dzień. Nikt z mojego najbliższego otoczenia (poza moim partnerem) nie napisał nigdy książki, nie mówiąc o jej wydaniu. Stąd też natrafianie w Empiku i innych księgarniach na efekty mojej pracy w postaci książki jest dla mnie całkowicie nowym, niespotykanym i wspaniałym uczuciem. Przy tej okazji spotkałam się z wieloma ciepłymi reakcjami od osób znajomych, przyjaciół i od obcych ludzi, moich czytelników. Jako ciekawostkę powiem, że część znajomych przestała się ze mną kontaktować po tym, jak ukazała się moja pierwsza książka. Jest też inna część, która owszem, kontaktuje się, ale nie skalała się nigdy słowami gratulacji i temat w zasadzie przemilcza. Przyznam, że tego nie rozumiem, ale też pokazuje mi to, jaką wartość mają te znajomości w ważnych dla mnie chwilach…

* W tym roku spełniło się moje marzenie z dzieciństwa. Jako mała dziewczynka marzyłam o tym, by być aktorką i zagrać w filmie lub serialu :) Jednak pochodzę z malutkiej miejscowości i wówczas to marzenie szybko zostało zepchnięte na boczny tor, na rzecz innych – bardziej przyziemnych. Aktorstwa zaczęłam się uczyć w zeszłym roku, a w tym roku zagrałam w dwóch serialach TVN: “Sędzia Anna Maria Wesołowska” i “Sąd rodzinny” :) Przyznam, że aktorstwo daje mi tyle radości i satysfakcji, że mogłabym robić to bez przerwy i za darmo :) Dodatkowo sam fakt, że spełniam swoje marzenia z dzieciństwa jest bardzo dla mnie budujący i pokazuje, że MOŻNA.

* Ukończyłam Szkołę Trenerów prowadzoną przez Grupę SET. To ważne dla mnie z punktu widzenia zarówno mojego rozwoju trenerskiego, jak i z punktu widzenia kontaktów biznesowych. Uczyłam się od wspaniałych trenerów, którzy pomogli mi podnieść moje kompetencje trenerskie o kilka poziomów w górę. Teraz jestem o wiele bardziej świadoma i skuteczna na sali szkoleniowej, w porównaniu z moimi doświadczeniami sprzed Szkoły Trenerów.

* Sporo podróżowałam w tym roku i były to podróże głównie zawodowe – związane ze szkoleniami. Pozyskałam też jako klienta międzynarodową korporację z branży paliwowej. To dla mnie sukces biznesowy, bo moja mała firma wygrała przetarg z dużymi graczami na rynku, którzy mają ogromne zasoby i wielokrotnie większe doświadczenie biznesowe niż ja. Współpracuję z kilkoma firmami szkoleniowymi jako trener freelancer i chwalę sobie te współprace. Trudno jest znaleźć firmę, z którą można współpracować na odpowiednim poziomie profesjonalizmu, dlatego jestem mile zaskoczona, że to się jednak udaje. Jednocześnie w tym obszarze pojawiło się kilka żenad: firmy, które robią wiele szumu wokół czegoś, co wymyślili, każą sobie wypełniać formularze, umieszczają moje dane w swojej bazie trenerów, każą pisać dla nich artykuły na stronę, rezerwują terminy, cuda-niewidy, a później projekt upada, z braku odpowiedniej promocji, albo nie daje wymiernych efektów dla mnie w postaci zleceń szkoleniowych, bo dla firmy co prawda fajnie jest mieć wielu trenerów w bazie, ale i tak zlecenia wykonuje wciąż tych samych dwóch trenerów. W przyszłym roku ukrócę takiego rodzaju “współprace”, bo zwyczajnie nie mam na to czasu ani energii.

* Byłam gościem w kilku warszawskich Klubach Mam. Nowym doświadczeniem było dla mnie opowiadanie mamom o tym, jak aktywnie poruszać się po rynku pracy, podczas, gdy dzieciaki wchodziły mi na kolana, głowy, krzyczały, warczały głośnymi zabawkami, itp. :) Za każdym razem chrypka w gratisie ;)

* Uruchomiłam kolejne autorskie szkolenie pt. “Jak wygrać na rozmowie kwalifikacyjnej”. Planuję je przeprowadzać regularnie w przyszłym roku, a także stworzyć jeszcze inne szkolenia pomagające właściwie zarządzać swoją karierą.

* Zdecydowanie najtrudniejszym momentem w mijającym roku były dla mnie “wydarzenia kwietniowe” . Zabrzmiało niemal jak w podręczniku do historii :) W kwietniu pomimo mojej ciężkiej pracy posypało się chyba kilkanaście projektów, które miały mi przynieść duże pieniądze. A dokładnie mówiąc w kwietniu nie udało się absolutnie nic. Cokolwiek zrobiłam i gdziekolwiek włożyłam swoją pracę, spotykało się to z negatywnym odzewem. Cholernie trudna lekcja pokory i wytrwałości, którą wspominam do dzisiaj z dreszczem na plecach, mimo, że konsekwencji tamtego czasu już od dawna nie odczuwam.

* W styczniu zamieszkała z nami druga kotka – Luna. Jest przesłodka :) Ma teraz już 1,5 roku, a zachowuje się jak 12-tygodniowy kociak. Jest niesforna, wariuje razem z Gwiazdą – naszą pierwszą kotką, manipuluje nami – człowiekami, wchodzi mi na kolana, gdy pracuję, udeptuje mnie pazurkami i tak mrrrrruczy :) Mam nadzieję, że jest u nas szczęśliwa, bo my jesteśmy bardzo szczęśliwi, że Luna jest z nami :)

* Byłam na kilku wyśmienitych wieczorach muzycznych w teatrze Buffo, na znakomitym koncercie poświęconym pamięci Andrzeja Zauchy w Sali Kongresowej oraz na kilku innych dobrych koncertach. Miałam kilka krótkich, przyjemnych urlopów – nieco za krótkich, ale w nadchodzącym roku chcę sobie to odbić ;)

* Tuż przed wigilią urodziła się moja bratanica :)

Tak naprawdę najważniejsze wydarzenia tego roku mogłabym sprowadzić do dwóch pierwszych – jako symboli tego, co w życiu zawodowym i prywatnym uważam za najważniejsze dla mnie. Życzę na przyszły rok zarówno sobie, jak i Tobie – czytelniku tego bloga – aby ilość pozytywnych wydarzeń zdecydowanie przygniotła te, które nie są może super pozytywne, ale konieczne do tego, byśmy mogli jeszcze lepiej docenić te zwykłe, proste, wspaniałe chwile, które tworzą nasz świat.

Wszystkiego najlepszego!

 
9 Comments

Posted in Od Beaty

 

Dupki wokół nas

19 gru

Muszę powiedzieć, że nieco się zdziwiłam, gdy sobie uświadomiłam, że ostatni mój wpis był tutaj ponad miesiąc temu! A miesiąc ten minął mi jak z bicza trzasnął. Spędzony głównie na ogromnej ilości podróży służbowych, szkoleń, spotkań z klientami, a pod koniec intensywnych dni – na wyszukiwaniu prezentów świątecznych dla najbliższych w internecie :)

Od dzisiaj mam kilka dni nicnierobienia – odpoczywam i przygotowuję wypieki piernikowe na święta :)

Chcę jednak napisać o czymś, co w ostatnich dniach mnie zszokowało. Może to nie do końca temat na czas przedświąteczny, ale myślę, że jest warty, by o nim wspomnieć. Napisała do mnie przemiła czytelniczka mojego bloga, która obecnie poszukuje pracy. Opowiedziała mi m.in. o takiej sytuacji: odpowiedziała na ogłoszenie na asystentkę dyrektora, znalezione na gumtree.pl. Ogłoszenie zawierało takie informacje:

Zadania:
zarządzanie korespondencją listowną i elektroniczną
obsługa centrali telefonicznej
koordynowanie przepływu informacji
archiwizacja dokumentów
współpraca z innymi działami w Spółce
wsparcie przy organizacji podróży służbowych
wsparcie przy organizacji imprez i wyjazdów

Wymagania:
wykształcenie wyższe lub w trakcie studiów
język angielski w mowie i w piśmie na poziomie komunikatywnym,
znajomość obsługi komputera (MS Office, Outlook) i urządzeń biurowych
dokładność i sumienność
poczucie odpowiedzialności za powierzone zadania
komunikatywność i zaangażowanie
wysoka kultura osobista
dyspozycyjność i pełna dyskrecja

Firma oferuje:
umowę o pracę
możliwość rozwoju zawodowego
wynagrodzenie adekwatne do powierzonych obowiązków
pracę w miłej atmosferze

Czyli, wydawałoby się, klasyka. Na co w odpowiedzi na swoje zgłoszenie dostała takiego maila:

Witam,

Cieszę się, że jest Pani zainteresowana moją ofertą pracy. Chciałbym się tylko upewnić, czy zrozumiała Pani dobrze charakter tej pracy? Proszę zwrócić szczególną uwagę na określenia “osobista asystentka” i “dyskretna” :) .

Pozdrawiam.

Tak, moi mili, dobrze widzicie. Moja rezolutna czytelniczka odpowiedziała temu panu Żałosnemu Dupkowi dość twardo, choć moim zdaniem mogła to dodatkowo spokojnie zgłosić do odpowiednich organów, które by Żałosnego Dupka dyskretnie i osobiście poinformowały o konsekwencjach takiego działania.

Żałosny Dupek później pisał jeszcze o tym, że to niezrozumienie ze strony mojej czytelniczki, że on po prostu chciał, żeby to polegało na obopólnej zgodzie i obopólnym czerpaniu satysfakcji z takiego rozwiązania, a za pracę asystentki oferuje uczciwą pensję. Ha ha, koń by się uśmiał. Gdyby to na mnie trafiło to bym pewnie temat pociągnęła dalej, po czym poszłabym na spotkanie z Żałosnym Dupkiem z włączonym dyktafonem i co najmniej kolegami dziennikarzami czekającymi na stosowny moment.

Drogie Panie, jeżeli coś takiego zdarzy się Wam w czasie poszukiwania pracy – nie pozwólcie na to, aby Żałosne Dupki uwłaczały Waszej godności i wykorzystując swoją pozycję upokarzały Was w jakikolwiek sposób. Piszcie o tym, mówcie, zgłaszajcie do prokuratury, Państwowej Inspekcji Pracy, do programu Uwaga, albo gdziekolwiek. Róbcie szum. I pamiętajcie, że są miejsca, gdzie pracuje się z normalnymi ludźmi, z dala od Żałosnych Dupków. I takiej pracy Wam życzę.

 
1 Comment

Posted in Od Beaty

 

Notatnik w roli drugoplanowej

20 lis

Gdy jesteś na rozmowie kwalifikacyjnej osoba rekrutująca ma najczęściej wydrukowane Twoje CV i notatnik, w którym skrzętnie i tak, żebyś przypadkiem nic nie dostrzegł, notuje sobie różne rzeczy na Twój temat. To normalna sytuacja.

Wielu moich klientów jest zaskoczonych, gdy mówię im, że rozmowa kwalifikacyjna jest rodzajem spotkania biznesowego. Na spotkaniu biznesowym jego uczestnicy mają swoje notatniki i robią notatki. Na rozmowie rekruter też robi notatki, dlaczego zatem Ty nie miałbyś mieć swojego notatnika i robić w nim notatek?

Notatnik ułatwi Ci spotkanie o tyle, że np. możesz mieć w nim przygotowane wcześniej pytania do rekrutera. I gdy przyjdzie czas na Twoje pytania, otwierasz sobie notatnik na odpowiedniej stronie i sprawdzasz, o co chcesz zapytać. To naturalne zachowanie i nie ma w tym nic niewłaściwego. Wręcz przeciwnie – pokazuje, że przygotowywałeś się wcześniej do spotkania i myślałeś o jego przebiegu, przygotowując te pytania.

Możesz też notować w czasie rozmowy najważniejsze rzeczy, które zostaną powiedziane: jakieś ważne szczegóły dotyczące stanowiska, terminów, itp. W stresie często takie rzeczy wylatują z głowy, a notatnik pozwoli zachować Ci zimną krew i profesjonalizm.

Zadbaj o to, by nie były to obdarte kartki wyrwane z zeszytu. Niech Twój notatnik będzie elegancki i estetyczny. Sprawdź, przy następnej rozmowie, w jakiej weźmiesz udział, jak to jest z notatnikiem :)

 

Rozmowa jak gra

14 lis

Na rozmowie kwalifikacyjnej zwykle jest tak, że o tym, czy kandydat dostanie pracę, czy nie, wiadomo od razu po zakończeniu rozmowy. Czasem nawet w ciągu pierwszych kilku minut – zwłaszcza, gdy decyzja jest negatywna. Oczywiście, są wyjątki, jednak w zdecydowanej większości przypadków jest tak, jak napisałam. Jeżeli kandydat się nie podoba, to wiadomo to od razu. Jeżeli się podoba – będzie się go porównywać z innymi, którzy też się podobają.

To, co musisz zrobić, to dobrze wykorzystać ten czas, który jest przeznaczony na rozmowę. Przygotuj się dobrze do rozmowy, przypomnij sobie swoje CV, przemyśl co odpowiesz na pytania, które usłyszysz i przygotuj pytania, które sam zadasz.

Obowiązkowo pamiętaj o utrzymywaniu kontaktu wzrokowego. Mnóstwo ludzi ma z tym problem, sprawdź, czy do nich należysz. Jeżeli krępuje Cię patrzenie na czyjeś oczy – patrz na miejsce na czole pomiędzy oczami, będzie to wyglądało tak, jakbyś patrzył w oczy, a będzie Cę mniej krępować. Zwróć uwagę na ton głosu – nie mów za cicho, ani za głośno. Kiedyś o mało nie zabił mnie głos jednej z kandydatek. Mówiła tak głośno, że wbiła mnie w krzesło i ledwo dałam radę z niego wstać :) Odruchowo się odsuwałam z krzesłem, ale istniało prawdopodobieństwo, że lada chwila wyląduję na ścianie. Uśmiechnij się i pamiętaj, że rozmowa kwalifikacyjna jest jak randka – to pewnego rodzaju gra i musisz poznać jej zasady, aby być dobrym graczem :)

 

Chluje i niechluje

03 lis

Ostatnio miałam sporo różnych CV do sprawdzenia. Niektóre z nich pozytywnie mnie zaskoczyły swoją jakością, chociaż było ich niewiele. Większość niestety nadawała się do całkowitej przeróbki.

Z jednej strony nie dziwię się, że jest na rynku bardzo dużo kiepskich CV, które w ogóle nie pokazują profesjonalizmu ani atutów kandydata – w końcu z tego co pamiętam w żadnym momencie edukacji człowiek nie jest przygotowywany do zdobywania pracy i uczony jak ma wyglądać i z czego się składać profesjonalne, skuteczne CV.

Z drugiej jednak strony – dziwię się i to bardzo. Bo o ile można mieć wątpliwości czy i jak napisać o swoich sukcesach, jak ująć odpowiednie zagadnienia tak, by działało to na naszą korzyść, jak pisać, by się wyróżnić spośród innych kandydatów – o tyle pewne rzeczy są niewybaczalne, a jest ich ogrom: niechlujne formatowanie, wielkość i rodzaj czcionki “z różnych parafii”, część Tahoma 12-tka, część Times New Roman 10-ta, zupełnie jakby ktoś “dopisywał” na kolanie. Zdjęcia niewyraźne, rozpikselowane, jednolity szary, zbity tekst, od którego aż odrzuca.

Jeżeli nie wiesz jak sprawić, żeby Twoje CV było profesjonalne i skuteczne – zleć to specjaliście. Jeżeli nie chcesz tego zlecać specjaliście – zadbaj przynajmniej o to, by dokument był schludny, estetyczny wizualnie i aby przyjemnie się go oglądało i czytało. Wystarczy, że spojrzysz na swoje CV okiem rekrutera i zadasz sam sobie pytanie: “Czy chciałoby mi się czytać takie CV?”

 
3 Comments

Posted in CV i LM

 

Twoje stanowisko jak Twoja firma

28 paź

Wiesz co odróżnia w firmie dobrego pracownika od średniego, czy tym bardziej kiepskiego? Dobry pracownik traktuje pracę na swoim stanowisku tak, jakby pracował we własnej małej firmie. I nie mówię tu o poziomie emocjonalnym i specyficznym podejściu, jakie mają przedsiębiorcy do swoich firm. Mówię tu o odpowiedzialności i poziomie behawioralnym, dotyczącym zachowania. Nie musisz kochać całym sercem swojej pracy. Zupełnie wystarczy, gdy odnajdziesz w sobie tę odpowiedzialność za swoje zadania, którą mają przedsiębiorcy zarządzający własnymi firmami. Bo od ich działań w dużej mierze zależy „być albo nie być” ich firmy na rynku.

Przyjrzyjmy się więc temu, co musi robić standardowo mały przedsiębiorca, aby odnieść sukces i za co jest odpowiedzialny. Na pewno musi mieć produkt lub usługę, którą sprzedaje. Musi sprawić, że ten produkt czy usługa będą czymś, czego ktoś inny potrzebuje. Wchodzimy więc tutaj w obszar promocji, marketingu, reklamy, PR-u, kampanii informacyjnych itp. Musi wyróżnić się czymś spośród konkurencji. Musi sprawić, że klienci do niego przyjdą i kupią to, co ma do zaoferowania. Musi zadbać o wybitną obsługę klienta, po to, by przyszli oni do niego ponownie i przyprowadzili jeszcze swoich znajomych, którzy też staną się klientami. Musi zadbać o to, by zobowiązania jakich się podejmie zostały wykonane na czas i na najwyższym poziomie jakości, gdyż w przeciwnym razie jego wiarygodność i profesjonalizm zostałby nadszarpnięty. Musi wiedzieć komu sprzedaje swój produkt czy usługę, czyli mieć świadomość tego, kto jest jego klientem, aby jego przekaz był bardziej dopasowany, a co za tym idzie – bardziej skuteczny. Musi utrzymywać dobre relacje z klientami, aby klienci z przyjemnością z nim obcowali, z chęcią do niego wracali i polecali go innym. Musi też stale monitorować rynek i badać potrzeby klientów, aby szybko i elastycznie móc reagować na zmiany i oferować usługę czy produkt najbardziej dopasowany do potrzeb klientów. Musi dbać o własny rozwój, aby być stale na bieżąco z nowościami w branży, gdyż w przeciwnym razie konkurencja go wyprzedzi. Jeżeli zatrudnia pracowników – musi zadbać o to, by byli zmotywowani i wykonywali swoją pracę na najwyższym poziomie jakości. Musi być świadomy kosztów i zysków, aby wiedzieć, czy to, co robi, jest w ogóle opłacalne.

Przyjrzyj się swojemu stanowisku i swoim zadaniom i spójrz na nie z takiej prespektywy, jakby od teraz to była Twoja mała firma. Potraktuj swoje działania tak, jakbyś zarządzała małą firmą i była w pełni odpowiedzialna za jej wyniki i wizerunek.

 
1 Comment

Posted in Inspiracje

 

Do łóżka z dyrektorem…

06 paź

Elwira pracowała jako specjalistka w dziale zajmującym się komunikacją wewnętrzną w dużej korporacji. Od jakiegoś czasu nie dało się nie zauważyć, że u Elwiry przy biurku coraz częściej przesiaduje jeden z dyrektorów marketingu – Krzysztof.

Krzysztof zbliżał się do pięćdziesiątki, miał żonę i dorosłą córkę. Elwira miała 30 lat i była zgrabną singielką o ciekawej urodzie. Krzysztof znajdywał coraz więcej spraw, które musiał osobiście załatwić z Elwirą, mimo, że znacznie ważniejsze sprawy z innymi osobami załatwiała jego asystentka. Wyraźnie widać było, że Elwira nie jest Krzysztofowi obojętna i korzysta on z każdej możliwej okazji, aby spotkać się w pracy z Elwirą. Elwira nie oponowała – Krzysztof był ważnym dyrektorem, z którym wszyscy się liczyli, a niektórzy wręcz się go bali, bo miał duże wpływy.

W końcu potajemny romans zakwitł na całego: zaczęto ich razem widywać na mieście, w teatrach, kawiarniach, brali urlopy dokładnie w tym samym terminie i przez przypadek okazywało się, że Krzysztof był na Majorce, a Elwira… też.

Po kilku miesiącach tej gry pozorów Elwira dostała awans. Miała objąć kierownictwo działu zajmującego się reklamacjami. Co prawda jej doświadczenie zawodowe w tym obszarze było żadne, ale za to jej zażyła znajomość z Krzysztofem musiała być naprawdę imponująca, skoro wpływ Krzysztofa sięgnął awansu Elwiry.

Elwira nie miała w pracy dobrych znajomych, nic dziwnego, ludzie uciekali z jej kręgu, gdyż nie chcieli stać się graczami w tej grze. Elwira straciła szacunek współpracowników i dobrą opinię, jaką miała przed romansem z Krzysztofem, gdyż większości osobom przeszkadza, gdy młoda dziewczyna wskakuje do łóżka starszego, znudzonego małżeństwem dyrektora, a chwilę potem czerpie z tego niezasłużone korzyści zawodowe.

To fragment z mojej najnowszej książki “Kariera na wysokich obcasach”, która właśnie jest na ukończeniu. Piszę w niej m.in. o reputacji zawodowej i z tego rozdziału jest właśnie powyższy fragment. A dokładniej mówiąc – jest to historia, którą namalowało samo życie i zdarzyła się ona naprawdę. Takich historii jest pewnie wiele i sami znacie podobne…

A tymczasem zapraszam do Warszawy 15 października: http://coachingkariery.pl/jak_zmienic_prace Nie będzie o łóżku, lecz o tym, jak być skutecznym w poszukiwaniu wymarzonej pracy BEZ ŁÓŻKA! :)

 
No Comments

Posted in Od Beaty