RSS
 

Jaka jest twoja opinia o poprzednim pracodawcy?

14 maj

“Dziwki i złodzieje” – najchętniej odpowiedziałbyś na pytanie o swojego poprzedniego pracodawcę. No cóż, nie możesz tak odpowiedzieć.  A raczej – możesz, ale pamiętając o konsekwencjach takiej odpowiedzi.

W czasie rozmowy kwalifikacyjnej rekruter może zadać Ci pytanie “Jakie pan ma zdanie o poprzednim pracodawcy?” i pytanie to służy jednemu: sprawdzeniu, czy jesteś lojalny. No, może zdarzyć się ktoś, kto po prostu szuka afery i widząc nazwę kontrowersyjnej firmy w CV, o której machlojkach przykładowo szumiały media minionego miesiąca – zechce podjudzić Cię do zwierzeń i nachapać się wiadomości z pierwszej ręki. Jednak takiego typu zachowania będą w zdecydowanej mniejszości. Przede wszystkim rekruter będzie ciekaw, czy odchodząc z jakiegoś miejsca jesteś w stanie zachować się lojalnie. Tym samym będzie mógł sobie wyobrazić, w jaki sposób kiedyś w przyszłości będziesz się wypowiadać o ich firmie.

Bądź zatem lojalny. Nie wypowiadaj się negatywnie o swoim poprzednim pracodawcy. Nie narzekaj, nie złorzecz, nie pomstuj. W życiu zdarzają się różne historie. Nie licz na to, że znajdziesz zrozumienie u rekrutera, gdy opowiesz mu o tym, jak to zmuszano Cię do sprzedawania trefnych towarów, a czas spędzony w pracy mijał Ci głównie na kawie, papierosach i plotkach oraz na odpieraniu zalotów księgowego.

Nie będzie też roztropnym posunięciem wychwalanie byłego pracodawcy pod niebiosa – jeżeli taki doskonały, to czemu już razem nie pracujecie? Najlepiej powiedz o tym, że – jak każda firma – poprzedni Twój pracodawca miał pewne wady i zalety. Powiedz czego nauczyła Cię praca w tej firmie. Nie jest problemem, gdy powiesz ogólnie, że zmęczyła Cię praca w korporacji, o ile firma, do której aplikujesz, nie jest również korporacją. Nie jest problemem, że męczyłeś się w maleńkiej firmie, o ile obecnie nie starasz się o przyjęcie do pracy w kolejnej maleńkiej firemce.

Rozwiązaniem jest też powiedzieć “Firma ta miała swoje wady i zalety. Zalety to…, natomiast o wadach nie chcę mówić, gdyż chciałbym pozostać lojalny wobec mojego poprzedniego pracodawcy.” Stawiasz w ten sposób sprawę jasno i żaden zdrowy psychicznie rekruter nie powinien dalej drążyć tematu. Nie masz obowiązku rozprawiać o niczyich słabościach.

A przy okazji – w temacie – oglądaliście film “Diabeł ubiera się u Prady?” :) Ciekawe jaką opinię można mieć o takim pracodawcy?! ;)

 

Dzieje się…

23 kwi

Przepraszam, że jakiś czas nie było mnie na blogu. Sporo się działo ostatnio i musiałam zająć się innymi niecierpiącymi zwłoki sprawami.

W skrócie:

W zeszłym tygodniu odbyła się konferencja organizowana przez Dress for Success, na której miałam przyjemność wystąpić z modułem Kariera na wysokich obcasach, obok wielu znakomitych kobiet, w tym Pani Prezydentowej Jolanty Kwaśniewskiej. W kuluarach spotkałam się też z niektórymi moimi czytelniczkami, którym bardzo dziękuję za przybycie! Miło mi było spotkać Was osobiście!

Oddaję dziś do wydawnictwa część mojej kolejnej książki, za nieco ponad miesiąc oddam całość i spodziewam się, że na jesieni moja trzecia książka ujrzy światło dzienne.

Przygotowuję się do sezonu teatralnego, który ruszy od września, jako… aktorka :) Tak, moi mili, spełniają się moje marzenia z dzieciństwa i moje aktorskie umiejętności, które rozwijałam przez ostatnie dwa lata, zostaną zaprezentowane na scenie przed publicznością :)

Ponadto mam wiele pracy bieżącej nad projektami szkoleniowymi, coachingowymi oraz… hobbystycznymi. Jestem zwolenniczką zasady, że człowiek sukcesu zawsze znajdzie czas na własne hobby, dlatego też, pretendując do miana człowieka sukcesu ;) , dbam o to, by znajdywać czas na hobby. Jednym z tego efektów jest blog poświęcony grom planszowym, do którego lektury zapraszam: www.NiedzielniGracze.pl

A tymczasem znowu znikam do końca tygodnia – wyjeżdżam na szkolenie. Do zobaczenia w maju! :)

 
1 Comment

Posted in Od Beaty

 

Zaproszenie na konferencję

11 kwi

Chcę Cię dzisiaj zaprosić na konferencję organizowaną przez Stowarzyszenie Dress for Success, którego jestem członkiem.

Konferencja odbędzie się w Pałacu Kultury w Warszawie 18 kwietnia o godz. 18.00 i weźmie w niej udział m.in. Pani Prezydentowa Jolanta Kwaśniewska. Będzie też sala warsztatowa, w której będę miała okazję poprowadzić krótki moduł o karierze na wysokich obcasach, pokaz mody z kolekcji Monnari i loteria wizytówkowa.

Wstęp wolny! Zabierz koleżanki i przyjdź! Proszę też o potwierdzenie przybycia na adres as.coach@interia.pl

Więcej informacji na temat konferencji znajdziesz klikając tutaj.



 
 

Filozofia zmian

05 kwi

Według filozofii Kaizen droga do sukcesu wiedzie przez ciągłe, długoterminowe wdrażanie ulepszeń. Niekoniecznie muszą to być ulepszenia na wielką skalę – nawet zmiana jakiegoś szczegółu na własnym, małym poletku, może mieć wpływ na efekt ostateczny.

Na tej filozofii opiera się książka, o której chcę napisać w tym szczególnym, przedświątecznym czasie: “Filozofia Kaizen w biurze”. Czas, w którym lada chwila (miejmy nadzieję) przyjdzie prawdziwa (!) wiosna, czas, w którym następuje najistotniejsza przemiana w aspekcie religijnym – niech będzie to też czas, w którym sięgniemy po lekturę pozwalającą na wprowadzenie zmian w pracy. Zachęcam!

 
 

Talent nie istnieje

14 mar

Dobra wiadomość – nie musisz mieć żadnych specjalnych zdolności, żeby osiągać wybitne rzeczy! Badania pokazują, że talent nie istnieje, wystarczy wyłącznie twoja praca. Bardzo, bardzo dużo pracy, wykonywanej w specjalny, przemyślany sposób, ale jednak jest to tylko praca, a nie żaden tajemniczy “talent”.

Niedawno ukazała się na polskim rynku książka autorstwa Artura Króla pt. “Talent nie istnieje”. W książce znajdziesz konkretne porady dotyczące tego, w jaki sposób zbudować program celowego ćwiczenia dowolnych umiejętności, czyli co zrobić, aby rozwijać swoje umiejętności na tyle skutecznie, by doprowadzić je na poziom ekspercki.

Bardzo konkretna książka, z której na pewno skorzysta każdy, kto jest na serio zainteresowany efektywnym usprawnianiem swoich umiejętności. Polecam!

 
 

Chcesz jakąkolwiek pracę?

07 mar

Aneta, zanim trafiła do mnie, od 8 lat poszukiwała pracy. Szczerze mówiąc byłam zaskoczona. Wygadana, po studiach, pewna siebie. I od 8 lat bezrobotna. Mówiła “Beata, ja szukam jakiejkolwiek pracy. Jakiejkolwiek. Wiem, że nie powinno się mówić “jakiejkolwiek”, powinno się być bardziej precyzyjnym, ale ja jestem tak zdesperowana, że naprawdę szukam JAKIEJKOLWIEK pracy!”

Po jakimś czasie naszej współpracy zaczęły się pojawiać przed Anetą różne możliwości. Ale okazało się wtedy, że ta “jakakolwiek praca” nie do końca jej odpowiada. “Nie będę pracować 10 godzin dziennie, bez przesady!” “Nie mogę pracować od 14-tej, muszę odebrać dziecko z przedszkola.” “Nie mogę pracować w miejscu oddalonym o godzinę dojazdu od mojego domu, bo stracę 2h dziennie na sam dojazd!” No cóż, zaczęłam się zastanawiać, czy Aneta rzeczywiście szuka tej pracy, czy może mimo wszystko łatwiej jej żyć bez pracy? Przez tyle lat przyzwyczaiła się do takiego życia, nauczyła się funkcjonować bez pracy i korzystać z pomocy otrzymywanej od państwa i od innych ludzi.

Na pewno znajdziesz wokół siebie osoby, które tak naprawdę wcale nie chcą pracować. Chcą mieć poczucie, że coś robią, podczas, gdy właściwie nie korzystają z okazji, bo wolą narzekać jak jest ciężko. Owszem, łatwo nie jest, ale nie znaczy to, że sytuacja jest beznadziejna i nic nie możesz zrobić. WRĘCZ PRZECIWNIE.

11 marca w Warszawie prowadzę krótki warsztat na temat tego jak tworzyć skuteczne i profesjonalne CV i list motywacyjny. Zapraszam, jeżeli chcesz mieć lepsze efekty w czasie rekrutacji, skorzystaj z tej okazji! Więcej informacji tutaj.

 
No Comments

Posted in Od Beaty

 

Frustracja odbiera zdolność myślenia

01 mar

Na Goldenline jest mnóstwo grup tematycznych skupiających osoby poszukujące pracy. Grupy liczą od kilkuset do kilkunastu tysięcy osób. Część z nich to pewnie rekruterzy, albo takie osoby jak ja, które styczność z ludźmi szukającymi pracy mają z racji wykonywanej pracy, ale przypuszczam, że przytłaczająca większość to jednak poszukiwacze pracy, czy też nowych wyzwań zawodowych, jak to się teraz określa.

Regularnie w tych grupach pojawiają się wątki założone przez kogoś, kto został nieodpowiednio potraktowany przez rekrutera, headhuntera, czy samego pracodawcę w trakcie procesu rekrutacyjnego. Do wątku ochoczo dołączają inni “pokrzywdzeni” przez nieodgadnioną machinę rekrutacyjną. Nieodpowiednie potraktowanie, o którym mowa w tego typu wątkach, polega np. na nieodpisaniu na maila z wysłanym CV, nieoddzwonieniu z wynikami rekrutacji, na zadawaniu głupich pytań w rodzaju “co chciałby pan robić za 5 lat”, na ignorancji w dziedzinie, w której poszukiwany jest pracownik, na patrzeniu na kandydata dziwnym wzrokiem, który sugeruje niechęć, chęć, zaskoczenie, znudzenie, podniecenie, i wiele innych. Takie to właśnie przewinienia i grzechy najczęściej popełniają rekruterzy, a poszukujący pracy kandydaci rozprawiają o nich, pomstując na czym świat stoi, jak to ciężko przedrzeć się przez sito.

Jaki tego efekt? Delikatnie mówiąc: żaden. Wybaczcie, jeżeli to co napiszę dotknie Was do żywego, ale jakby nie patrzeć – spotykam o wiele więcej osób cierpiących z powodu braku pracy, niż pracodawców cierpiących z powodu nieobsadzonego wakatu. Rynek pracy jest obecnie rynkiem pracodawcy, który dyktuje warunki. Być może z czasem się to zmieni, na razie jednak jest właśnie tak, jak napisałam. Gdy napisałam to na jednym z forów – podniósł się głos “Jak to! Nieprawda! Bzdura! Nie wszędzie tak jest!” Owszem, są na pewno dziedziny, w których bardzo trudno o wybitnego specjalistę. Jednak ci wybitni specjaliści, jak mniemam, nie są aktywnymi uczestnikami forów internetowych dotyczących poszukiwania pracy, bo, jak mniemam, są zajęci przebieraniem w ofertach pracy jak w ulęgałkach.

Rozumiem duży poziom frustracji, który powoduje, że wszystko widzi się w ciemnych barwach, a w najczarniejszych widzi się tych, którzy są “bezpośrednimi twórcami” tej frustracji, czyli tych podłych, okrutnych, głupich i niewychowanych rekruterów, którzy nie zatrudnili tak wspaniałego kandydata, tylko zadawali mu durne pytania i się patrzyli dziwnie. Jednak frustracja nie powinna całkowicie odbierać zdolności myślenia. Jeżeli podaż jest mniejsza niż popyt, to trzeba się bardziej postarać, aby coś zdobyć, prawda? A biadolenie i szukanie ulgi w pomstowaniu na rekrutera nie należy do zachowań zwiększających starania i naprawdę nic, ale to absolutnie nic nie da. A na pewno nic, czego by oczekiwał pomstujący kandydat. Bo to nie on stawia dziś warunki. W większości przypadków, oczywiście.

 

Fakty i mity kariery

26 lut

Gościłam niedawno na blogu Proaktywnie.pl u Mariusza Kapusty, który przeprowadził ze mną rozmowę na temat faktów i mitów kariery. Rozmowa jest do odsłuchania w formacie audio, do ściągnięcia tutaj (trzeba na stronie kliknąć link “Beata Rzepka o Faktach i Mitach Kariery”).

Zapraszam do komentowania, zarówno na Proaktywnie.pl, jak i tutaj.

A tymczasem przypominam, że szkolenie na temat pisania skutecznych dokumentów aplikacyjnych (CV i LM) zostało przesunięte i nowa data to 11 marca. Zaledwie 3h czasu z przedpołudnia Twojej niedzieli, a możesz dzięki nim znacząco wpłynąć na efektywność swoich poszukiwań nowej pracy, zapraszam: http://www.coachingkariery.pl/uslugi/szkolenia-otwarte/jak-sie-wyroznic-na-rynku-pracy-czyli-skuteczne-cv-i-lm

 
 

Dzień na krew, pot i łzy :)

20 lut

Jestem w trakcie pisania mojej trzeciej książki. Tym razem dla innego wydawnictwa niż dotychczasowe. Książka będzie skierowana głównie do klienta biznesowego, będzie też dwa razy większa niż poprzednie. A czas na jej napisanie… no cóż, nie mam go zbyt wiele ;)

Chcąc dotrzymać terminów ustalonych z wydawcą postanowiłam opracować sobie techniczny plan pisania mojej książki i określenie ile znaków dziennie muszę napisać, aby wyrobić się w terminie. Przyznam, że ten plan okazał się dla mnie masakrą :) Oczywiście nie udawało mi się spędzić każdego dnia przy pliku z książką. Inne zadania okazywały się pilniejsze, ważniejsze, konieczne do zrobienia na wczoraj, albo po prostu przyjemniejsze. Pisanie książki, którą ktoś chciałby później przeczytać, to nie jest coś, co dzieje się mimochodem, w międzyczasie, lekko, łatwo i przyjemnie. To ciężka praca, której niejednokrotnie towarzyszą krew, pot i łzy :)

Przy komputerze spędzam sporo godzin dziennie, jednak gdy miałam pustkę w głowie i pisanie mi nie szło – wchodziłam na serwisy społecznościowe, setny raz sprawdzałam pocztę i czytałam wszystkie wiadomości na wszystkich znanych mi portalach, rozmawiałam przez GG, wchodziłam po kilka razy np. na moje ulubione blogi kulinarne i wyszukiwałam co ciekawego upiekę w nadchodzący weekend :) Po prostu robiłam wszystko, tylko nie pisałam książki. Oczywiście na koniec dnia byłam sfrustrowana, że oto znowu nic nie napisałam i moja dzienna ilość znaków rośnie w zatrważającym tempie.

Postanowiłam zatem wypróbować inną metodę: przez jeden dzień w tygodniu od rana do nocy nie wchodzę na żadne strony, tylko otwieram plik z książką i piszę. Żeby mnie nie kusiło – zainstalowałam darmowy dodatek do Mozilli, który blokuje określone strony internetowe na określony czas. Zablokowałam sobie wszystkie portale, społecznościówki, pocztę, blogi, wszystkie strony, które lubiłam odwiedzać i odwiedzałam codziennie lub prawie codziennie. Czas blokady ustawiłam od 9 rano do 23.30. Jeszcze przed 9 szybko weszłam na pocztę, żeby sprawdzić czy nie ma czegoś, na co muszę odpowiedzieć natychmiast – na szczęście nic takiego nie było :) O 9 zaczęłam pisanie. Pisałam cały dzień, z przerwami na posiłki i toaletę. O godzinie 21.30 szczęśliwie wyczerpałam limit znaków przeznaczony na ten okres czasowy i – hurra! – mogłam zdjąć blokadę. W międzyczasie co najmniej 5 czy 6 razy odruchowo, przy lekkim rozprężeniu umysłu, klikałam na przeglądarkę, aby wejść na internet – na szczęście blokada mi na to nie pozwalała, przypominając na co mam przeznaczyć ten czas.

Tego dnia byłam niedostępna dla nikogo. Słuchawki na uszach, zero spotkań, zero komunikowania się z innymi – tylko pisanie, pisanie, pisanie. Muszę powiedzieć, że ta metoda dla mnie sprawdziła się idealnie. Przez wszystkie dni nie stresuję się tym, że nie piszę, nie frustruje mnie narastająca ilość znaków, nie martwi mnie w ogóle ten obszar. Za to ustalam jeden dzień w tygodniu, w którym bezwarunkowo jestem niedostępna dla nikogo, jest to mój dzień pisania. Poza pisaniem nie robię wtedy nic innego, oprócz czynności fizjologicznych i kilkuminutowych przerw higienicznych, dla zdrowia oczu. Nie przestanę, dopóki nie napiszę określonej ilości tekstu.

Gdy opowiedziałam o tym znajomym, usłyszałam: “Jak to? A co z weną? Co robisz, gdy akurat w tym czasie nie przychodzi do ciebie wena?” No właśnie, a propos weny. Nie ma takiej opcji, aby nie przyszła :) A to dlatego, że ja nie piszę wierszy, ani nawet powieści, nie mam bohaterów, których losy muszę dramatycznie skomplikować. Wena mi w zasadzie niepotrzebna :) Potrzebna mi cierpliwość, koncentracja, determinacja i niezłomność. Męczące? Oczywiście, że tak. Ale co z tego, czy mam nie robić czegoś wartościowego, tylko dlatego, że jest to męczące? Przecież mogę odpocząć sobie następnego dnia.

Dla mnie system taki działa świetnie i go polecam. Co ważne – dzień pisania potrzebuję wyznaczyć sobie wcześniej i trzymać się twardo tego terminu, aby nie kusiło mnie przekładanie go w nieskończoność, gdy pojawi się inna alternatywa na ten dzień. Dlatego trzeba dobrze przemyśleć sobie taki termin. Moim zdaniem pomaga to w psychicznym przygotowaniu się do określonego działania, które tego dnia ma mieć miejsce. Ciężko by mi było zrobić “dzień pisania” bez zaplanowania go, z dnia na dzień.

Ciekawa jestem co sądzicie o takiej strategii i czy sami macie swoje pomysły na to, jak osiągać cele, do których prowadzi żmudna i wyboista droga? :)

 
 

Jedzenie w pracy ;)

16 lut

Niniejszy wpis – nie ukrywam – zainspirowany jest dzisiejszym dniem, a przypominam, że dziś Tłusty Czwartek! :)

Chyba w każdej firmie biurka uginały się dziś pod ciężarem pączków i faworków :) Jeżeli ktoś jeszcze nie zjadł “obowiązkowego” pączka – zapraszam do skorzystania z przepisu na pączki pieczone. Smakują nieco inaczej i są (chyba) mniej tuczące, bo nie smaży się ich w głębokim oleju :) Przepis znajdziecie na jednym z moich ulubionych blogów kulinarnych Moje Wypieki.

A przy tej okazji mam pytanie – co najczęściej jadacie w pracy? :) Ciastka, kanapki, sałatki, obiady tradycyjne? Może macie swój ulubiony przepis na typową przekąskę biurową? Jeżeli tak, zapraszam do podzielenia się nim w komentarzach :)

A ja tymczasem idę po kolejnego pączka!